Matka karmi dziecko. Partner karmi matkę.
W tym prostym geście jest cały obieg: pokarmu, energii, troski i odpowiedzialności. Jest też kobiece ciało — ciało, które daje życie i żywi, a jednocześnie ciało nieustannie poddawane ocenie i kontroli.
Oczekujemy od kobiet, że będą rodzić, karmić i opiekować się innymi, a jednocześnie chcemy, żeby ich ciała szybko wróciły do „normy”: były szczupłe, gładkie, bez zmarszczek, cellulitu i śladów ciąży. Piersi mają być seksualne, ale niewidoczne wtedy, gdy naprawdę służą do karmienia.
A kiedy kobieta chce sama decydować o własnym ciele, jej decyzje stają się przedmiotem społecznej i prawnej kontroli.
Mój gniew budzi ta sprzeczność.
Wymagamy od kobiecego ciała, żeby dawało. Kiedy jednak chce samo o sobie stanowić, zaczynamy mówić mu, co wolno.